spis treści
strona 1
strona 2
strona 3
Na tej stronie będę zamieszczał odpowiedzi na pytania zadane mi bezpośrednio - przez pocztę
elektroniczną, albo np. na które odpowiadałem na forum dyskusyjnym - a które uznam za interesujące dla wszystkich
podróżujących na koniach.
Przy okazji gorąco zachęcam do czynnego udziału w dyskusjach na forum
"Nasza Szkapa".
W przypadku pytań, które zostały przedyskutowane na forum, współautorami odpowiedzi są też "szkapowicze".
Co robić gdy ogier gryzie?
Kiedy dodawać łydkę w kłusie anglezowanym?
Co to jest półparada?
Jak kupować konia?
Co należy rozważyć przed kupnem konia?
Co robić, gdy koń "wybija" w kłusie?
Co to znaczy "zająć się jakimś koniem"?
Co to jest caplowanie i co z tym zrobić?
Gdy koń poniesie - może lepiej się "ewakuować"?
I jak mu włożyć to zarozumiałe wędzidło do paszczy?!
Czy są jakieś sposoby uspokajania konia jeśli np. przestraszy się czegoś?
_________
![]()
poprzednia strona porad
Co robić gdy ogier gryzie?
(Maciek)
Zakładam, że chodzi o poważny przypadek, czyli agresywne zachowanie konia przy każdym kontakcie z człowiekiem, a nie na przykład "kłapanie" zębami gdy np. użyliśmy zbyt twardej szczotki. Jest to bardzo zły i niebezpieczny narów, który - jeśli nie może być zlikwidowany i jest podejrzenie, że wynika z wrodzonej złośliwości osobnika - powinien dyskwalifikować ogiera (to znaczy - ogier powinien zostać wykastrowany). Próbę zwalczenia takiego narowu może podjąć osoba o dużym doświadczeniu w obchodzeniu się z końmi, gdyż polega ona na:
Kiedy dodawać łydkę w kłusie anglezowanym?
(Kasia)
Wtedy, gdy opuszczamy się na siodło, najmocniej w chwili najgłębszego siadu. Z dwóch powodów:
Co to jest półparada?
(Dunja)
Wszystkie jednozdaniowe definicje półparady są do kitu. Najkrótsza, wynikająca
z dosłownego tłumaczenia: "półzatrzymanie" - jest najgorsza.
Wojciech Mickunas nie definiuje
półparady, tylko poświęca jej cały artykuł. Cel półparady jest taki: przygotowanie
konia do kolejnego ćwiczenia lub ruchu, poprzez zwrócenie jego uwagi oraz lekkie
"podkręcenie silnika", jakim jest zad konia (bez zmiany tempa ruchu).
Wykonanie: jeździec działa pobudzająco obiema łydkami i dosiadem i zaraz potem
(nie przedtem i nie jednocześnie!), nie pozwalając koniowi dodać, "zamyka" go
wstrzymującym działaniem jednej, zewnętrznej (półparada jednostronna) lub obu wodzy
(półparada dwustronna). Półparadzie jednostronnej muszą towarzyszyć pomoce zginające konia.
Efekt końcowy: używając metafor nieocenionego Wojciecha Mickunasa - koń który zmagazynował
energię jak napięty łuk, albo nadmuchany balon.
Jak kupować konia?
(Diana)
Zakładam, że jesteś amatorką i nie myślisz o ujeżdżaniu sobie konia,
tylko o nabyciu zwierzaka, który od razu pozwoli Ci zaznać przyjemności
jazdy konnej.
W takim razie myślę, że powinnaś kupić konia dobrze ujeżdżonego, dojrzałego
i o dobrym, ukształtowanym już charakterze. Dojrzałego, to znaczy nie mniej niż 8-letniego,
a ja bym doradzał wiek 10-12 lat. Powinnaś też poprosić o pomoc jakiegoś "starego koniarza".
Inaczej grozi Ci, że wcisną Ci bardzo kiepskiego konia. Handel końmi, to swego rodzaju "sport"
polegający na tym, kto kogo wykiwa :-)) Jednak pamiętaj, że to Ty będziesz na tym koniu jeździła,
pielęgnowała go, no i chcesz mieć konia gotowego do jazdy zaraz, a nie kiedyś tam.
Przy pierwszym kontakcie z koniem najpierw powinien podejść do niego właściciel, a potem Twój
fachowiec. Niech np. właściciel pokaże, jak koń podaje nogi, a następnie sprawdzi to "Twój człowiek".
Jeśli nie zauważyłaś nic podejrzanego w zachowaniu konia - podejdź do niego i sama sprawdź,
jak się dogadujecie. Na koniec sprawa ujeżdżenia. Musisz konia wypróbować, ale nie wsiadaj na niego pierwsza.
Najpierw niech go dosiądzie właściciel lub ktoś od niego, a ty obserwuj zachowanie konia i jeźdźca.
I znów - jeśli nie zauważysz nic podejrzanego dosiądź konia i sprawdź, czy pasuje Ci pod każdym względem.
Czyli po prostu - czy potrafisz na nim jeździć, czy jest dla Ciebie łatwy, czy Cię słucha?
Czy chętnie oddala się od stajni, czy się do niej klei? Tak to mniej więcej powinno wyglądać.
Jeśli masz ambicje sportowe, ale na przyszłość i na razie sama nie potrafisz tego sprawdzić,
niech właściciel pokaże Ci, czy koń chętnie skacze? Piszę o skokach, bo wyścigowego chyba nie kupujesz?
Sprawdzenie predyspozycji ujeżdżeniowych, to już wyższa szkoła jazdy i powinnaś zdać się tutaj np.
na trenera tej dyscypliny sportu jeździeckiego.
Co należy rozważyć przed kupnem konia?
(druga Kasia)
To właściwie nie było to pytanie. To właściwie nie było żadne pytanie,
tylko prośba o pomoc w przekonaniu rodziców do kupna konia. Ja jednak dałem
do przemyślenia rzecz następującą:
Kupno konia to poważne zobowiązanie, podjęte na jakieś 20 lat. No, bo jeśli
kupisz konia mniej więcej 10-letniego, a konie żyją około 30 lat ...,
a kupowanie konia z założeniem "jak się znudzi, to go sprzedamy" jest nie w porządku.
Kupno to dopiero początek wydatków, które musieliby pokrywać - póki co - Twoi rodzice:
stajnia, wyżywienie, kowal, weterynarz. Ktoś musi dwa - trzy razy dziennie
zajmować się zwierzęciem (karmienie, pojenie, prace stajenne i pielęgnacyjne).
Jeśli koń będzie w pensjonacie i te prace będzie - za pieniądze - wykonywał ktoś inny,
to czy Ty masz tyle czasu, żeby przynajmniej pięć razy w tygodniu poświęcić przynajmniej
dwie godziny na pracę z koniem (jazdy)? Na takie i podobne pytania należy sobie
odpowiedzieć przed kupnem konia. Jeśli wszystko, co możesz mu poświęcić, to godzina jazdy
w sobotę i niedzielę - lepiej nie myśleć o kupnie konia na własność. Jeśli nawet
mieszkacie na wsi i macie gospodarstwo, to też dobrze rozważ swoje siły i możliwości
zajmowania się tak wymagającym zwierzęciem. Pamiętaj - to jest poważne zobowiązanie na 20 lat,
a czy dzisiaj wiesz, co będziesz robiła już za pięć lat? A za dziesięć?
Nad tym samym musi się zastanowić każdy, planujący kupno konia. Również dorosły,
podejmujący tę decyzję na własny rachunek.
No, ale nie mogę nie przyznać, że ja też marzę o własnym koniu :)
Co robić, gdy koń "wybija" w kłusie?
(też Kasia :))
Są twardo noszące konie i nie ma sposobu, żeby tego nie odczuwać. Twardy - to twardy. Natomiast nie musi to kończyć się aż utratą równowagi jeźdźca. Zwróć uwagę na następujące rzeczy.
Co to znaczy "zająć się jakimś koniem"?
(druga Kasia)
Rozumiem, że - póki co - chodzi nie o swojego konia. Dużo tutaj zależy od tego,
na co pozwoli właściciel. Myślę, że takie zabiegi jak czyszczenie, to podstawa.
Ale uważaj - w okresie zimowym, kiedy konie mają zimową sierść, nie należy
przesadzać z jej wyczesywaniem. Osłabia się wtedy jej naturalne własności ochronne.
Należy ograniczyć się do usuwania ewidentnych zabrudzeń, zlepek itp. Najwięcej tam,
gdzie będzie leżało siodło i popręg. Za to można zadbać o idealny stan kopyt - to
dla zdrowia konia, oraz grzywy i ogona - dla estetyki.
Koń, który jest trzymany w stajni bardzo cieszy się z każdego wyjścia, ale to trzeba
uzgadniać z właścicielem. Nie musi to być zaraz jazda. Może to być wyprowadzenie go na
padok, żeby się wybiegał. Może to być kilkanaście minut, do pół godziny lonżowania - jeśli
potrafisz. Latem - wyprowadzenie go na uwiązie na zieloną trawkę.
Następne co możesz robić, to pomagać przy karmieniu i pojeniu, dorzucając czasem jakiś
smakołyk od siebie (marchew, jabłko, jedna kostka cukru). Przy takich czynnościach Ty lepiej
poznajesz konia, a koń Ciebie. Mało tego - koń zapamiętuje Ciebie jako "tę, która przynosi
jedzenie", czyli bardzo dobrze mu się kojarzysz.
Czasem wystarczą zwykłe odwiedziny. Konie z zasady lubią towarzystwo i dobrze odbierają
chwilę "pogawędki". O ile wiem, to nawet wolą, kiedy się do nich mówi, niż jakieś tam
bezsensowne poklepywanie. Jeśli już, to wolą głaskanie. Ale trzeba umieć rozpoznać nastrój
konia. On też ma prawo powiedzieć "a teraz chcę być sam" i trzeba to uszanować. W boksie można to poznać po tym, że odwraca się tyłem do całego świata i nie reaguje na zaczepki. Jeśli stoi na uwiązie, to można poznać taki nastrój po niechętnej, czasem wręcz nerwowej reakcji np. na próbę pogłaskania go. Nic na siłę.
Na razie nic więcej specjalnego nie przychodzi mi do głowy. Ale jeśli dużo i często przebywa
się z koniem, to życie samo dyktuje, co należy robić. Wystarczy mieć tylko oczy i uszy
szeroko otwarte na to, co dzieje się w stajni, co robi obsługa lub właściciel i chcieć brać
w tym udział.
Co to jest caplowanie i co z tym zrobić?
(Armanda)
Caplowanie, podkłusowywanie: jedziesz stępem i nagle koń podbiega, zaczyna kłusować.
Brzydka wada i powód do "wytyków" ze strony starych jeźdźców. Problem jest jednak dość
złożony. Caplowanie może być skutkiem braku równowagi - koń jest jeszcze zbyt słaby,
żeby nosić jeźdźca w równowadze. Ale może też być skutkiem zbytniej nerwowości konia.
Usuwanie tego problemu nie jest łatwe i wymaga od jeźdźca przede wszystkim spokoju.
Jeśli np. koń ma zwyczaj opóźniać się w zastępie (stępując), a potem podganiać,
to nie jest metodą szarpanie się z nim wtedy, gdy usiłuje dogonić zastęp.
Metodą jest nie pozwalać mu na pozostawanie w tyle, poprzez egzekwowanie łydkami
i dosiadem energiczniejszego stępa.
Inny przykład:
Jeśli koń pamięta, gdzie zwykle są galopy i idąc stępem dużo wcześniej zaczyna się
ekscytować i kłusować, to też nie należy się z nim szarpać, tylko albo rozpocząć galop
wcześniej (od razu), albo zrezygnować z galopu w tym miejscu, uspokoić konia, i galopować
zupełnie gdzie indziej.
Postępowanie w tym duchu powinno dać dobre rezultaty.
Gdy koń poniesie - może lepiej się "ewakuować"?
(Armanda)
Sztuka jeździecka nie przewiduje kontrolowanego spadania na glebę (choć niedawno
obserwowałem coś takiego i rozumiem amazonkę - groziło wparowanie z koniem na
ruchliwą szosę). Może się taka "kontrolowana" gleba skończyć bardzo, bardzo
nieszczęśliwie.
Sztuka jeździecka przewiduje utrzymywanie się w siodle.
Coś Ci powiem:
Mało prawdopodobne jest, żeby koń tak dosłownie oszalał. Na ogół chodzi o postanowienie
powrotu do stajni, rozładowanie jakiegoś napięcia fizycznego albo psychicznego itp. Jeśli
tak, to musisz wiedzieć, że koń ma taki sam instynkt samozachowawczy jak każde inne zwierzę
i nie ma zamiaru się zabić. Nie ma zamiaru walnąć w drzewo, spaść w przepaść, czy choćby
dobrowolnie przewrócić się. Nie będzie też galopował wiecznie. Więcej powiem - nie będzie
galopował zbyt długo, przynajmniej w szalonym tempie.
SIEDŹ więc na jego grzbiecie. SIEDŹ.
Największym niebezpieczeństwem w takiej sytuacji są pojazdy mechaniczne będące w ruchu.
Wobec nich koń jest bezradny. Nieruchomy pojazd, pieszego, rowerzystę ominie lub przeskoczy
(nie bój się, nie stratuje, chyba że ten ktoś, np. małe dziecko wtargnie pod same kopyta).
Najlepiej jednak nie wybierać się na drogi publiczne lub w inne uczęszczane miejsca na
niepewnym koniu (lub z niepewnymi jeźdźcami).
Jeśli to "poniesie" będzie bez cudzysłowu, czyli koń jak oszalały pędzi przed siebie
oddalając się np. od zastępu, to teoria mówi jeszcze o próbie skierowania go na koło
i stopniowym zacieśnianiu tego koła, przy czym zawsze obowiązuje głębokie siedzenie w siodle
i przeniesienie ciężaru na tył. Gorzej, gdy nie dzieje się to na polu tylko np. na leśnej
drodze. Dlatego "lepiej zapobiegać niż leczyć" i nie dopuszczać do żadnego przyspieszania bez
naszego polecenia. Nawet niewinne, samowolne podkłusowywanie może konia nauczyć, że może
robić co chce. A jeśli koń poniesie w wyniku jakiejś paniki? No cóż - jeździectwo należy do
sportów o podwyższonym ryzyku. A tak poważnie - ponoszenie jest bardzo niebezpieczne
i najlepiej kontrolować, kontrolować i jeszcze raz kontrolować prędkość poruszania się konia,
żeby nie dopuścić do ponoszenia.
I jak mu włożyć to zarozumiałe wędzidło do paszczy?!
(Hanka)
Tak postawione pytanie oznacza, że problem jest poważny. Na początek wyjaśnijmy dwie sprawy.
Po pierwsze - wędzidło nie wypada z pyska konia nie dlatego, że on je trzyma. Wędzidło wisi na
paskach policzkowych, a te z kolei - połączone paskiem potylicznym - po prostu wiszą na głowie
konia. Jeśli z jakiegokolwiek powodu wędzidło opuści się i spocznie - od wewnątrz - na końskich
zębach, naturalnym i prawidłowym odruchem będzie otwarcie pyska i wypuszczenie wędzidła.
Po drugie - koń może zamknąć pysk mimo znajdującego się w nim wędzidła (można powiedzieć -
przewleczonego przez pysk), gdyż tam gdzie leży wędzidło koń nie ma zębów. Skoro tam nie ma
zębów i można włożyć wędzidło, równie dobrze można włożyć w to miejsce nasze palce. Tyle tytułem
wprowadzenia. Rozpatrzmy teraz trzy przypadki.
W pierwszym załóżmy, że mamy do czynienia z koniem, który sam i chętnie przyjmuje wędzidło.
Zapewne mówiono Ci, że masz je położyć na dłoni i delikatnie włożyć koniowi do pyska. Ale
nie możesz zapominać, żeby wędzidło cały czas wisiało na paskach policzkowych, które trzymasz
w drugiej dłoni i unosisz - razem z wędzidłem - coraz wyżej. Te paski nie mogą być luźne, gdyż
wędzidło, najzwyczajniej w świecie, wypadnie z końskiego pyska. Przedstawię to jeszcze inaczej:
dłonią, na której leży wędzidło tylko nim kierujesz. Natomiast wciągasz je koniowi do pyska
unosząc coraz wyżej paski policzkowe.
Teraz załóżmy, że koń coś kombinuje. Cofa głowę, nie chce otworzyć pyska. Cóż - trzeba być
sprytniejszym od niego i głowę mu po prostu przytrzymać. Dlatego - mam nadzieję - uczono Cię,
żebyś ręką, w której trzymasz paski ogłowia, jednocześnie obejmowała od spodu głowę konia.
Żeby to było możliwe, musisz podczas kiełznania stać jak najbliżej tej głowy, zwrócona
przodem tam, gdzie koń patrzy (do przodu) i z tym ramieniem przy nim, w której ręce trzymasz paski ogłowia.
Taka pozycja ułatwi Ci również - po wprowadzeniu wędzidła do końskiego pyska - uchwycenie pasków
drugą dłonią i przełożenie ich przez uszy konia.
Z kolei żeby przekonać go do otwarcia pyska, śmiało wkładasz do tego pyska palce (najłatwiej jest
zrobić to kciukiem) dłoni naprowadzającej wędzidło i naciskasz na żuchwę, czyli w dół. Palce
wkładasz z boku, mniej więcej tam, gdzie będzie leżało wędzidło.
Na koniec przypadek gdy koń walczy, panicznie broniąc się przed ogłowiem. Taki koń wymaga nauki,
a to nie jest rola początkującego jeźdźca. Wtedy najlepiej poproś o innego konia lub - jeśli
jest to jego jedyna wada - ogłowie powinien zakładać ktoś z obsługi. Twoja "walka" z takim
koniem może skończyć się źle. I to zarówno dla Ciebie, jak i dla konia.
Czy są jakieś sposoby uspokajania konia jeśli np. przestraszy się czegoś?
(Paweł)
Przede wszystkim trzeba mieć świadomość, że koń ma prawo przestraszyć się czegoś. Dotyczy to
zwłaszcza młodego konia, ale nie tylko. Przestraszyć go może coś nieznanego, co po raz
pierwszy zobaczył lub jakieś nagłe zdarzenie (człowieka zresztą też). Są też konie z natury
bardziej płochliwe niż inne lub przez całe życie bojące się jakiejś jednej, cięgle tej samej
rzeczy. Skoro tak, to trzeba wykazać spokój i po prostu przetrwać całe zdarzenie. Absolutnie
niedopuszczalne i godne potępienia jest jakiekowiek karanie konia. Uspokaja konia łagodny głos,
poklepanie po szyi i energiczna jazda do przodu (łydki, dosiad). Trzeba odwrócić uwagę konia
od tego, czego się przestraszył i odjechać. Może pomóc zwyczajne odwrócenie głowy konia
od straszydła. Nie należy też czynić żadnych przygotowań do spotkania z ciężarówką, krową itp.
Nasze niezwykłe zachowanie może tylko sprowokować konia do równie niezwyczajnej reakcji.
Ale jest rzecz ważniejsza od powyższych rozważań: zaufanie konia do jeźdźca. Koń, który
bezgranicznie ufa swojemu panu, skoczy z nim w przepaść. Ale budowanie takiego zaufania, to
już zupełnie inna bajka.
Zdjęcia na tej stronie zawdzięczamy Annie Nongiesser - Nongie.
Klikając na nie można je obejrzeć w powiększeniu.